FANDOM


Dwa dni po wydarzeniach, mały mętlik i zdezorientowanie po tym, co zobaczyłem dalej istniały w moim umyśle. Głowiłem się dniami, nocami, co to do cholery mogło być. Ni Yautja, ni Feniks, ni Ksenomorf - do cholery? Nie ważne. Powinienem się zregenerować, a nie denerwować. Za tydzień wyruszamy na kolejną planetę - Niebieska Jaskinia, nazwa wzięła się od tego, iż ogólnie cała planeta to jakgdyby wielka jaskinia.

W oddali dostrzegłem coś, czego nigdy nie zobaczę. Chorda tych chorych skurwieli, którą widziałem planetę wcześniej. Co to do cholery? Halucynacje?


Usłyszałem pierwszy krzyk.


Dzwoni mi personalny komunikator.


Zerkam.


,,Repatu'm"


Walić.


Odbieram.


- Sprawy się jakoś pojebały, widzisz to coś za oknem?


- Ta...


- Leć szybko do laboratorium!


Nie głowiłem się nad tym długo, pobiegłem do laboratorium, popychając kilku naukowców.


Doktor mówi:


- To jakaś plaga, najprawdopodobniej wirus.


- Proszę o szczegóły.


- Więc tak, wirus przedostaje się tylko w atmosferze, nie wiem kto go tu przyniósł. Może był na innych planetach wcześniej? Nie przedostanie się przez planety. Bo dzieli je próźnia w której nie ma nic prócz światła.